„Jeśli coś jest prawdziwe, to obroni się samo” – rozmowa z Tomkiem Tomkowiakiem

Przeczytałem ciekawy artykuł, wywiad, z Tomkiem Tomkowiakiem – z wykształcenia jest filozofem, a z zamiłowania podróżnikiem, lecz jego największą pasją jest fotografia. Specjalizuje się w sesjach komercyjnych, głównie czarno-białych, projektach autorskich, a także w zdjęciach typu glamour, beauty, fashion i nude. Dwukrotny laureat konkursu Photo Erotica organizowanego przez polską edycję Playboya Publikuje w magazynach modowych, podróżniczych i lifestylowych. Na stałe współpracuje z tytułami zagranicznymi. Laureat międzynarodowych konkursów PX3 Prix de la Photographie Paris i International Photo Awards. W swoich fotograficznych podróżach najczęściej odwiedza Afrykę. Wielokrotnie wraca na Zanzibar, który stał się jego drugim domem. W 2011 roku wydał o nim pierwszy w Polsce album fotograficzny.

fot. Tomek Tomkowiak

O tym dlaczego fotografia beauty nie jest tym, czym kiedyś, jaką przewagę daje czerń i biel oraz czy przy robieniu zdjęć jest miejsce na filozofię rozmawiamy z uznanym fotografem modowym, reklamowym i podróżniczym, Tomkiem Tomkowiakiem.

Z wykształcenia jesteś filozofem. Stąd wydawałoby się do daleka droga do robienia zdjęć. Kiedy zainteresowałeś się fotografią?

W zasadzie nie licząc kilku czarno-białych zdjęć, które przydarzyło mi się – właściwe słowo – zrobić przy nielicznych wyjazdach, fotografią zainteresowałem się dosyć późno, bo dopiero na studiach, gdzie równolegle „ciągnąłem” filozofię i kierunek filmowy na filologii polskiej. Mój profesor, Marek Hendrykowski, zachęcił mnie do zobrazowania tego, co sądzę o kobietach za pomocą mediów – jak się wyraził – bardziej obiektywnych. Zasugerował aparat.

Sesja, po której zacząłeś zajmować się fotografia zawodowo?

Przypadkowo spotkana dziewczyna w sklepie z kosmetykami, krótka rozmowa, mała sesja, telefon od agencji modelek. Mniej więcej tak, prozaicznie dość, się to zaczęło.

fot. Tomek Tomkowiak

Czy doświadczenie wyniesione ze studiów ma jakikolwiek wpływ na to co robisz i pomaga ci w pracy fotografa?

Traktuję człowieka holistycznie – wszystko ma wpływ na produkt, który tworzysz. Przeczytane lektury, przeżyte przygody, wyjazdy, radosne czy bolesne doświadczenia. Niewątpliwie filozofia nauczyła mnie wątpić, zadawać pytania o sens i prawdę, zacierała różnice między tym, co subiektywne, a obiektywne. Myślę, że gdzieś to może być widać, w któreś z dziedzin fotografii, którą uprawiam. Bo nie ma jednaj fotografii i nie ma jednego sposobu narracji.

No właśnie. Jesteś znany głównie jako fotograf beauty i reklamowy, ale twojemu sercu nieobca jest także fotografia podróżnicza. Czy obydwie te dziedziny traktujesz na równi?

Beauty coraz mniej, bo dzisiaj beauty straciło swoją romantyczną stronę i stało się warsztatem z Photoshopa. Moda to z kolei termin bardzo szeroki, a w podróżach można uprawiać każdą inną dziedzinę fotografii – fashion (najbardziej drażniący mnie termin, podobnie zresztą jak street fashion), reportaż, czy fotografię autorską. Jestem przeciwny jakimkolwiek rozróżnieniom w fotografii, bo oczywiście na potrzeby jakieś dyskusji możemy sobie coś definiować, ale gdy świat się zmieni, a zmienia się co chwilę, gdy sens tych definicji się przemianuje, to co stanie się z fotografią? Nagle zniknie i będzie trzeba szukać dla niej nowego znaczenia? Wierzę, w autonomiczność fotografii.

Wracając jednak do pytania, z fotografowaniem jest jak z myśleniem – kiedy ruszam w trasę nie wyłączam więc mózgu, przynajmniej mam taką nadzieję. Byłbym nieszczęśliwy nie zabierając aparatu. Zdjęcia są tak samo dla mnie ważne jak wspomnienia, choć jedno i drugie ma czasem zupełnie inną narrację i opisuje inny świat. Nie trzeba więc niczego z niczym łączyć, po prostu są to wątki niezależne, ale zazębiające się.

Twoje prace to w doskonałej większości fotografie monochromatyczne. Czy przywiązanie do czerni i bieli w jakiś sposób ogranicza możliwości współpracy z klientami, czy może odwrotnie – jest pewnego rodzaju wyznacznikiem stylu, za który klienci są gotowi dodatkowo zapłacić?

Fotografia czarno-biała jest skokiem „poza”. Na przykład poza realny świat, w którym kolory się nam – o ile mamy dar ich postrzegania – narzucają. W fotografii czarno-białej mamy zatem wolność tworzenia czegoś poza światem i możemy mieć zwyczajnie gdzieś „przyciąganie ziemskie”. Najtrudniej jest jednak skoczyć bez myślenia o lądowaniu, więc zastanawiam się niekiedy, czy klient zaakceptuje niektóre moje dziwne pomysły. To myślenie swoją drogą jest największą przeszkodą w fotografowaniu. Mówiąc zwyczajnie – fotografia czarno-biała ma za nic klasyczną, grecką definicję prawdy, czyli „zgodność myśli z rzeczywistością” i każe mi – od czasu do czasu z pozytywnym wynikiem – wychodzić poza granice realności. Za to kocham czerń i biel. I gdy klient do mnie przychodzi, a zna moje zdjęcia, najczęściej nie upiera się, bym nagle przestał być sobą.

fot. Tomek Tomkowiak

W twoich fotografiach jest wiele nagości, a na swoim koncie masz między innymi sesje do Playboya. Gdzie kończy się fotografia aktu, a zaczyna erotyka? Jak pokazywać nagość z klasą, by nie być stygmatyzowanym jako „ten fotograf od gołych lasek”?

Stygmatów nie unikniesz, ale to większy problem dla stygmatyzujących niż dla ich ofiar. Trzeba po prostu robić to, co się czuje. Jeśli to jest prawdziwe, to obroni się samo. Widziałem w swoim życiu setki albumów, które pokazują nagość w sposób dla mnie odrzucający, a jednak były promowane przez największe wydawnictwa. Nie umiem powiedzieć, gdzie leży granica, ta cienka, czerwona linia, której nie powinno się przekraczać. Może jej po prostu nie ma, albo nie powinno być? Myślę też, że nagość jest definiowana przez poczucie estetyki każdego fotografa. I że każda estetyka ma podparcie w historii sztuki.

W swojej pracy od kilku lat używasz bezlusterkowca Olympusa. Czy przesiadka z lustrzanki była problematyczna?

Każde narzędzie jest odpowiednie do innego celu. Czasem działając niezgodnie z przeznaczeniem tych narzędzi otrzymuje się zaskakujące rezultaty. Mówienie, w czym bezlusterkowce są lepsze lub gorsze od klasycznych aparatów to strata czasu – podyskutujemy o technicznych niuansach, ale dla fotografii jako takiej nie będzie to miało w ogóle znaczenia. Spotykałem się kiedyś na kawie ze starszym panem, który powtarzał, że dobry fotograf zrobi zdjęcie i przez dziurę w skarpetce. To prawda, ale nie liczy się ani ta skarpetka, ani wielkość dziury w skarpetce, a samo zdjęcie. Ale skoro już przy skarpetkach jesteśmy – te stare się po prostu zużywają, więc nie ma co do nich wracać na siłę.

Bezlusterkowce uczą mnie innego podejścia do fotografowania, znoszą kilka barier, które wcześniej były nie do przeskoczenia – mam tu na myśli na przykład fotografowanie na dłuższych czasach.  Z podróżnej torby mogę więc wyciągnąć niewygodny statyw. Ze względu też na swoją miniaturowość, dają mi poczucie wolności. I w duchu tej wolności zdarza mi się nawet czasem popełnić reportaż, choć nie jest to mój ulubiony sposób pracy. Nie lubię kraść intymności ludziom, nawet za cenę nieśmiertelności, którą im w zamian dajemy – dzisiaj zdjęcie opublikowane w internecie zaczyna żyć własnym życiem i tracimy nad nim kontrolę. Tak czy inaczej mniejsze wymiary aparatów i obiektywów są niezwykłym ukłonem w stronę fotografów podróżujących. Zapewniają im też większą anonimowość, wtapiają w tłum fotografujących turystów oferując tą samą jakość zdjęć.

Jakimi więc szkłami najczęściej fotografujesz? Co znajdziemy w twojej torbie?

Jestem leniwy, więc wybieram jasne profesjonalne zoomy – M.Zuiko Digital ED 12-40 mm i 40-150 mm, oba ze światłem 2.8. Poza tym ciągle nie zapominam o aspekcie praktycznym. Jeśli już podróżuję, to najchętniej w Afryce. W powietrzu unosi się pył, nad oceanem wilgoć. Korpusy są doskonale uszczelnione, ale przecież obiektyw trzeba zmienić i moment tej zmiany bywa zabójczy dla aparatów. Staram się więc jak najmniej wymieniać szkła.

Druga sprawa związana z Afryką – trudno się tam fotografuje. Zawsze możesz zapłacić, ustawić ludzi w rzędzie i zrobić portret. Ale czy takie zdjęcie będzie autentyczne? Czy dzięki niemu odkryjemy jakąś prawdę o tym człowieku? To oczywiście odrębny temat do dyskusji. No więc staram się nie narzucać ze swoją osobą, być w cieniu wydarzeń , podglądać i błyskawicznie reagować. Nie ma czasu na podejście, ustawienie – musisz wyczuć dystans, który pozwoli Tobie na ogląd sytuacji i równoczesne bycie blisko niej, przewidywać i mieć w palcach karabin maszynowy. Dlatego w tych sytuacjach pracuje na jasnych zoomach.

Ostatnio zakochałem się też w klasyce i sięgnąłem po M.Zuiko Digital 25 mm f/1.2 PRO (ekwiwalent 50 mm dla pełnej klatki). Jakość obrazu jest po prostu wybitna. Od dłuższego czasu też używam M. Zuiko Digital ED 75 f/1.8. Jeśli zdasz sobie sprawę, że otrzymujesz ekwiwalent 150 mm o tak doskonałym świetle i kompaktowych wymiarach, zrozumiesz, jak wyjątkowy jest to obiektyw. Gdy realizujesz soją autorską sesję, robisz reklamę lub bawisz się w modę, czas nie ma tak znaczącego wymiaru. Wtedy używam „stałek”, o ile nie pokona mnie moja leniwa natura.

Czy z biegiem lat nie zaczyna cię nudzić to, co robisz? Gdzie szukasz inspiracji?

To prowokacyjne pytanie (śmiech). Z biegiem lat nabieram dystansu do fotografii, szanuję ją coraz bardziej i coraz bardziej jestem otwarty na jej różne odmiany. Im więcej fotografuję tym mniejszą mam pewność, że można się zbliżyć do doskonałości. Im więcej widziałem zdjęć, tym większą mam wyobraźnię, której trzeba fotograficznie sprostać. Przypomina mi się zaraz casus nadczłowieka Nietzschego: jesteśmy tylko pomostem do czegoś „większego”. Każde nasze lepsze zdjęcie, to tylko tymczasowa forma. Ma nam służyć za trampolinę do osiągnięcia doskonalszego ujęcia.

Co do inspiracji, to otacza nas cały świat – świat książek, albumów, ludzi i zdarzeń. Inspiracją dziś jest także internet, bo sprowadził świat pod nasze progi. No więc oglądam zdjęcia innych fotografów, pisma modowe… przeglądam wszystko. I owszem, zdarzają się momenty, że ten obrazkowy świat zaczyna mnie nudzić, że przestaję widzieć w nim głębszy sens. Ale nawet wtedy nie potrafię się wyrwać w ucieczkę, którą jest podróżą bez aparatu.

Na koniec pytanie praktyczne. Co zrobić, by z foto-amatora zainteresowanego modą i reklamą stać się fotografem zarabiającym na swojej pracy?

Jeśli się dowiem, chętnie o tym opowiem (śmiech).

Prace w „moim klimacie”.

żródło: fotopolis.pl

Dodaj komentarz